Strona główna Wasze pytania Czy terapia jest dla mnie?

Czy terapia jest dla mnie?

CZY TERAPIA UZALEŻNIENIA OD ALKOHOLU JEST DLA MNIE?

Przecież:

  • jestem wykształconym człowiekiem, radzę sobie w codziennym życiu, mam dobrą pracę i fantastyczną rodzinę!
  • nigdy nie leżałem z pustą flaszką pod mostem lub gdzieś w rowie, a nawet nigdy nie byłem na izbie wytrzeźwień!
  • potrafię nie pić nawet kilka tygodni!
  • jeśli już piję to nie spirytus czy jakąś najtańszą wódkę, ale alkohol "z najwyższej półki”!
  • co prawda czepiają się, że piję i są z tego powodu częste konflikty, ale ja po prostu mam ochotę na piwo czy dobrego drinka, więc o co cały ten szum?!

To dlaczego tyle razy obiecywałem sobie, że już nie będę pić i zawsze do tego wracam?

TERAPIA DAŁA MI ODPOWIEDŹ NA PYTANIE, DLACZEGO NIE MOGĘ NORMALNIE PIĆ.

Okazało się, że naprawdę jestem normalnym, wartościowym człowiekiem, który, tak jak wiele innych osób jest po prostu chory. Uzależnienie jest chorobą z którą będę żył. Ale jest to jedyna śmiertelna choroba, z którą można normalnie i szczęśliwie żyć. Nie trzeba walczyć, sobie udowadniać, że jej nie mam- to mnie jeszcze bardziej pogrąża.

POTRZEBUJĘ. POMOCY, BO SAM SOBIE NIE PORADZĘ Z UZALEŻNIENIEM OD ALKOHOLU.

My tą pomoc otrzymaliśmy właśnie tutaj. Piłam od dawna, mniej więcej od 14. roku życia. Na początku na imprezach, przy różnych okazjach. Z czasem zaczęłam pić prawie codziennie. Po skończeniu studiów stwierdziłam, że może wyjazd za granicę odsunie mnie od alkoholu. Ale tam dopiero się zaczęło. Wieczna impreza, codzienne wyjścia po pracy lub kilkudniowe domowe popijawy. Nie ważne było gdzie i z kim, ważne, żeby był alkohol. Zdecydowałam się na powrót do Polski - kolejny raz uciekłam. Myślałam, że teraz jakoś się ułoży. Miałam świetną pracę, rodzinę, która bardzo mnie kochała i flaszkę, która towarzyszyła mi właściwie co wieczór. Następnego dnia, na kacu, obiecywałam sobie, że to już ostatni raz, że już więcej nie będę.

Po pierwszej "wpadce w pracy” obiecałam, że zacznę się leczyć. Zaczęłam wizyty u psychiatry, brałam tabletki na depresję, które oczywiście zapijałam, bo w dalszym ciągu nie chciałam się przyznać, że problemem jest alkohol. Coraz częściej zdarzało mi się pić w pracy. Nie dało się tego dłużej ukrywać przed pracownikami, więc zostałam zwolniona. To był moment, w którym uświadomiłam sobie, że sama sobie nie poradzę, że potrzebuję pomocy.
Mam 29 lat, parę miesięcy temu wyszłam z terapii i zaczynam całkiem nowe życie.
Martyna

Miałem już dosyć tego picia. Wiedziałem, że muszę przestać pić, ktoś musi mi w tym pomóc. Pomocą dla mnie była terapia w Rytwianach. Próbowałem sam sobie poradzić z piciem, jednak efektów nie było, sam nie dałem rady. Świadomość ciągłych łamanych obietnic- "tylko dwa piwa”, albo "wypiję tylko trochę, by się nie upić”, nie dawała mi spokoju. Na terapii dowiedziałem się co mam robić, jak mogę sobie poradzić w sytuacjach trudnych. Wyszedłem dwa miesiące temu, wracam do Naszego Domu, który stał się moim, na co miesięczne „nasze zjazdy absolwentów” z radością dzieląc się zmianami, jakie zauważam w sobie. Czuję że moje życie się zmienia, ale dbam o to teraz. Trzeźwość jest wartością dla mnie najwyższą, trzeźwe myślenie, wewnętrzny spokój. Dziękuję za wyciągniętą dłoń, za ciepło, troskę i zrozumienie, a także za "podnieś głowę, ale nie zadzieraj nosa".
Kazik

Zanim przyszedłem na terapię, myślałem, że to bzdura. Chciałem się "zaszyć", rodzina postawiła ultimatum - albo terapia, albo przymusowe leczenie w szpitalu psychiatrycznym (byłem tam jeden raz...), pojechałem do Rytwian bez przekonania, dla "świętego spokoju". Piłem ciągami 3-5 dniowymi, wiedziałem, że coś ze mną nie tak.. Mówiłem o sobie "pijaczek". W Rytwianach dowiedziałem się dlaczego piję, to było dla mnie jak odkrycie Ameryki, dotychczas nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Ale ważne jest "dzisiaj". Dzisiaj piszę te słowa ze wzruszeniem, wdzięcznością. Dziękuję Ci mamo że mnie tutaj przywiozłaś, dziękuję Pani Renato... za moje lepsze życie w które uwierzyłem, dziękuję moim towarzyszom z terapii, dziękuję... O Rytwiańskiej terapii mówię "mój dom", wiem, że zawsze będzie dla mnie otwarty i ciepły, że jest "mój" fotel przy kominku i zawsze będzie tam ktoś do rozmowy. Jestem kimś ważnym…
Łukasz

Zobacz także:

Aktualności

Wasze pytania

Kwiecień

Reklama