W świetle współczesnej wiedzy z zakresu uzależnień, nie ulega wątpliwości, iż główny mechanizm choroby alkoholowej jest związany ze sferą ludzkich emocji. Alkoholizm oznacza bowiem bardzo silną zależność emocjonalną wobec alkoholu. Jest ono tak silne, że w zaawansowanych stadiach choroby można ją porównać do zależności dziecka od matki, czy człowieka intensywnie czy bezkrytycznie zakochanego, który nie wyobraża sobie życia bez ukochanego partnera. Analogiczne znaczenie ma dla człowieka uzależnionego jego kontakt z alkoholem. O ile jednak więź dziecka z rodzicami, czy zakochanie są normalnymi fazami rozwoju i uczenia się miłości, o tyle emocjonalne uzależnienie od alkoholu jest przejawem choroby, która nie kończy się w sposób spontaniczny, jak zależność uczuciowa od bliskich nam osób.
Jak to możliwe, że wbrew wpływowi potężnej siły instynktu samozachowawczego człowiek popada w autodestrukcję, skazuje samego siebie na powolną karę śmierci? Jak to się dzieje, że rosnące cierpienie, koszty wynikające z picia nie zatrzymują chorego w dążeniu do śmierci?
Otóż w uzależnieniu od alkoholu (chorobie alkoholowej) działają – jak wspomniałam- potężne siły rządzące człowiekiem. Jednym z tych sił jest psychologiczny mechanizm nałogowej regulacji uczuć.
W jaki sposób mechanizm ten rozwija się i kaleczy ludzką zdolność do radzenia sobie ze sobą? Pierwsze doświadczenie życiowe wypicia alkoholu jest dla większości z nas odkryciem przyjemnym. Pierwszy wypity kieliszek, lampka wina, piwo, odchyla wskazówkę naszego nastroju w kierunku uczuć dla nas przyjemnych: rozluźnienia, odprężenia itp. Znika przed chwilą odczuwane zawstydzenie, niepewność, nieśmiałość. Niemal każdy człowiek podczas pierwszej inicjacji z alkoholem odkrywa właściwości jego działania. To odkrycie - „to działa!” człowiek będzie pielęgnował w rozwoju uzależnienia przez wszystkie jego fazy.
Za każdym razem wypijany alkohol „działa niezawodnie” , szybko wprowadzając w stan, który staje się coraz bardziej pożądany- stan rauszu, czy upojenia.
Alkohol staje się szybko „sprzymierzeńcem” w zabawie, dając w miejsce nieśmiałości - pewność siebie, poczucie humoru, wesołość. Staje się swoistego rodzaju regulatorem stanów emocjonalnych. Zaczyna więc człowiek z niego korzystać więcej i częściej uwiedziony jego działaniem. Coraz więcej imprez, coraz częstszy rausz. We wstępnych etapach uzależnienia człowiek zwykle nie zauważa kosztów jakie każe za siebie płacić alkohol. Huczna impreza, świętowanie np. awansu, zakończona rozbitą szybą, gigantycznym kacem nie wywołuje zawstydzenia, poczucia winy. Wręcz przeciwnie! W myślach i uczuciach powstają mechanizmy broniące człowieka przed świadomością, dlatego pielęgnuje myśli o zabawie, pamięć o „wspaniałej zabawie”, myśli: „taka impreza była!” czując satysfakcję, niemal spełnienie, euforyczność.
Ale w miarę upływu czasu, coraz intensywniejszego picia, koncentrowania się na wypijaniu alkoholu, jego „magiczne” działanie coraz silniej jest wykorzystywane do regulowania nastrojów, bez alkoholu coraz trudniej bawić się na imprezie, przeżywać zdany lub nie zdany egzamin, odbyć trudną rozmowę itp. Coraz częściej w miejsce lęku, niepewności, napięcia, radości czy zadowolenia, pojawiać się będzie rausz służący do zlikwidowania przykrych uczuć, albo do podtrzymania tych przyjemnych. W różnych okolicznościach zaczyna niemal odruchowo i automatycznie sięgać po alkohol jako modyfikatora swojego nastroju. Sztuczny nastrój wywoływany jest szybko, skutecznie, bez wysiłku własnego, czego efektem jest rosnąca bezradność wobec własnych emocji na trzeźwo.
Nadużywanie alkoholu niesie ze sobą coraz więcej kosztów – strat materialnych, zawodowych, rodzinnych…
Ale mechanizm iluzji i zaprzeczeń współbrzmiący z mechanizmem nałogowej regulacji uczuć stoi na straży świadomości alkoholika, rośnie w destrukcyjną siłę. Te wszystkie racjonalizacje, usprawiedliwienia kolejnego picia nie pozwalają przyjrzeć się faktom. Np. odebranie prawa jazdy za kierowanie pod wpływem alkoholu będzie wytłumaczone pechem „bo akurat tam stali”, a nie tym, że wsiadł pod wpływem alkoholu za kierownicę. To tłumaczenie zaspokaja potrzebę emocjonalną względem siebie samego „przecież jestem w porządku”. Zawstydzenie, poczucie porażki, przyłapania będzie prawdopodobnie zapite, bo przecież uczucia - szczególnie te przykre potrzeba natychmiast znieczulić.
Kiedy alkoholizm osiąga już stadium rozwiniętej choroby, coraz trudniej alkoholikowi radzić sobie z emocjami, coraz częściej na trzeźwo doświadcza lęku, coraz więcej wstydu i poczucia winy- te z kolei uczucia stają się najczęstszym motorem napędzającym głód alkoholu- niezrozumiały objaw.
Tak więc mechanizm nałogowej regulacji uczuć zamyka człowieka jak w zamkniętym kole. To cierpienie powoduje zanik instynktu samozachowawczego, fałszywe przekonania o roli alkoholu jako niezawodnego środka znieczulającego emocje są powodem rosnącej bezradności, oraz powodem odcięcia emocjonalnego, znieczulenia, zobojętnienia wobec siebie samego, innych oraz chaosu w umyśle.
Celem picia staje się już nie tak jak dawniej odczuwanie przyjemności, ale ulgi od tych stanów, przeżyć coraz trudniejszych, coraz silniej ciążących. W końcu dochodzi do tego, że nawet alkohol nie przynosi już ulgi, alkoholik pije aby poczuć się „normalnie”, ale w efekcie doświadcza cierpienia, palącego wstydu i ciężaru poczucia winy, które znowu próbuje znieczulić na siłę alkoholem.
Alkohol ma władzę jakiej nie ma człowiek: potrafi modyfikować nastroje bez modyfikacji życia. Alkoholik oddaje zatem władzę nad sobą alkoholowi, uwiedziony jego władzą. Próba poprawienia nastroju bez poprawienia życia stanowi zatem punkt wyjścia i ostateczny powód alkoholizmu.
Profesjonalna terapia uzależnienia od alkoholu jest skoncentrowana głównie na demaskowaniu i precyzyjnym poznawaniu własnych mechanizmów rządzącą tą chorobą, daje to możliwość panowania nad tymi mechanizmami. Stwarza możliwość rozpoznania własnej sytuacji psychicznej, ekstremalne skoki w przeżywaniu emocji, sposobie myślenia i widzenia rzeczywistości. Bez tego nie jest możliwe wejście na drogę trwałej i pełnej trzeźwości.
Renata Szelągowska